piątek, 21 września 2012

Czy warto zapłacić więcej?

Wśród moich znajomych na facebook'u (głównie ludzie z branży) co jakiś czas wywiązuje się dyskusja (może to zbyt wielkie słowo) na temat niskich cen, żebrania o darmowe projekty i ich jakości. Jako że ten blog miał być ogólnie o projektowaniu, będzie garść wskazówek (zauważonych na mojej krótkiej drodze zawodowej) nie tylko dla początkujących dizajnerów, ale również zleceniodawców.

Zawsze pojawia się pytanie - ile powinno kosztować logo, a ile strona internetowa, mam gotową odpowiedź na tego typu pytania - nie wiem. To wszystko zależy. Pierwszym
i chyba najistotniejszym czynnikiem jest to czy jako klient jesteśmy świadomi czego tak naprawdę oczekujemy od projektanta. Graficy narzekają, zawsze będą narzekać, taka to choroba zawodowa, ale czasem wcale nie powinni. Bywa, że zleceniodawca się nie zna
- czasem, o ile to osoba fizyczna, nie związana z siatką szefów i podszefów, potrafi dać designerowi wolną rękę z nieśmiałymi pytaniami od czasu do czasu. Bardzo lubię
tą opcję, bo na jej drugim końcu jest zleceniodawca, który aby zasłonić swoją niewiedzę stara się pokazać, że "ja płacę, ja rządzę" - to zupełnie zabija kreatywność i ochotę robienia czegoś o krok dalej niż zapłacisz. Jeszcze nie zdarzyło mi się, aby takiego delikwenta odesłać z kwitkiem, ale słyszałem o kilku takich historiach i niekoniecznie musiały być zmyślone. Idealnym rozwiązaniem jest klient, który jakieś pojęcie ma, wie co chciałby projektem osiągnąć o traktuje designera jako współpracownika, a nie murzyna na godziny. To szalenie istotne i zmienia całą komunikację podczas projektu. Więc jeśli się nie znasz, to zasięgnij języka u kogoś kto się zna, żeby wybrać odpowiednią osobę do zlecenia, a potem bądź życzliwy. To zupełnie jak z kelnerami, jeśli będziesz opryskliwy, to możesz być pewien, że przy pierwszej lepszej okazji napluje Ci do drinka, a w najlepszym razie zacznie traktować Cię jak powietrze... ale trochę odbiegłem od tematu, więc wracamy.


Kiedyś w sklepie usłyszałem rozmowę dwóch znajomych, jeden z nich wypowiedział kwestię, którą zapamiętam do końca życia - "nie stać mnie na kupowanie najtańszych rzeczy". Ta marketowa sentencja odnosi się do wielu płaszczyzn życia, między innymi projektowania.

Załóżmy, że firma A, chce u człowieka orkiestry (czyt. freelancera) zamówić stronę internetową. O ile nie jest to projekt w cenie 5 godzin roboczych (bywają też takie, jak ktoś chce kupić design na jakiegoś precla za 200 zł to nie mam nic przeciwko, ale nie o tym jest ten wpis), a dotyczy, jak to często bywa sprzedaży z 4-5 cyfrowym budżetem, to gra jest warta świeczki.


Pierwsza sprawa - określenie targetu - nie ma nic gorszego w świecie marketingu niż działania na oślep (chyba, że to jakaś nowa gałąź branży, jak kilka lat temu social media, wtedy to usprawiedliwione), wolisz, żeby na stronie, która oferuje znalezienie wspólnego hobby dla seniorów lepiej odnalazła się Twoja babka, czy opinia asystentki/sekretarki/kolegi ze squasha jest istotniejsza? Grupy focusowe, chociaż 5 osobowe.

Druga sprawa - dokładne zaplanowanie funkcjonalności, trochę roboty z notatnikiem
  i prototypowanie. Co to takiego, to tajemnicze prototypowanie? To są po prostu szkice strony internetowej przedstawiające rozplanowanie funkcjonalności. Duże firmy, które pracują nad ogromnymi projektami robią z tym masę rzeczy, badań, riserczów, nie wiem, nie pracowałem w tak ogromnej firmie. Wiem jednak, że lepiej pokazać projektantowi, że coś Ci nie odpowiada, póki projekt znajduje się w fazie szkicu, a nie drugiego tygodnia dziubdziania w Photoshopie ;-) Stracisz trochę czasu na przygotowanie, ale jeśli wizja Twoja i projektanta, bądź innych zaangażowanych osób by się różniła, to zaoszczędzisz go jednocześnie na poprawkach i humorze tego, który dziubdziać będzie. A zadowolony projektant, który nie musi szukać innych projektów, pozwalających mu popłacić miesięczne rachunki zrobi Ci coś dobrego, co bez wstydu umieści swoim portfolio i ogólnoświatowych serwisach podbudowywujących ego grafików jak chociażby www.behance.net a to oznacza więcej wejść, które mogą zakończyć się finalizacją w postaci zakupu.


schemat może dotyczyć całego projektu, ale również drobnych elementów

ilość rodzi jakość?

Trzecia sprawa: pomijam kwestie projektowe, załóżmy, że projekt jest taki jaki sobie Pan Grafik i Pan Zleceniodawca wymarzyli, ale, sprzedaż nie idzie tak jak Panowie planowali, co wtedy? Należy sięgnąć do różnych dostępnych (często za darmo) narzędzi do analizy, sprawdzić co robią potencjalni klienci na naszej witrynie, gdzie się gubią, co im się nie podoba i dopasować projekt pod kątem tego co znajdziemy. Warto to robić również wtedy, kiedy wyniki są dobre, bo zgodnie z filozofią kaizen brak postępu to cofanie ;)

Gdzieś czytałem, że jakiś internetowy sprzedawca chwalił się poziomem finalizacji zakupów względem odwiedzających na poziomie 2%, podobno to sukces, myślę, ze zależnie od branży i produktu dałoby się tę liczbę zwiększyć, co oznacza... dodatkowy zysk. Wracamy do tytułowego pytania.



Warto. A jak przepłacasz, to wiedz za co.

O darmowych narzędziach do prototypowania już wkrótce.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz