poniedziałek, 8 października 2012

Historia wesołego Pana

Dzisiaj wsiadając do praskiego 135 wszedłem wprost na kamerę. Okazało się, że w środku są i pracownicy telewizji i radia i weseli pasażerowie i... Pan Robert - sprawca całego zamieszania.

Dla tych, którzy jeszcze nie mieli okazji o wesołym autobusie usłyszeć - Pan Robert, kierowca, jest wyposażony w mikrofon i na bieżąco komentuje w żartobliwy sposób sytuacje na drodze, wita i żegna pasażerów, o ile pasażer jest śmiały, zdarzają się też pogaduszki. Hitem z mojej trasy był tekst "tu skręcamy... zobaczymy kto na kogo leci", który wywołał szerokie uśmiechy wśród pasażerów.


Najbardziej ciekawi mnie fakt, na ile zamierzony przez ZTM jest "efekt Pana Roberta" ;) W czasie krótkiej rozmowy telefonicznej z Babcią mieszkającą na drugim końcu polski wspomniałem o wesołym autobusie, odpowiedziała "ale ja wiem przecież, słyszałam już o nim, nawet w radio były wywiady". Jaki jest więc zasięg całej akcji, jej zyski i koszty? Prawdopodobnie zaskakująco niewspółmierne, skoro nawet starsze osoby z zachodniej polski, nie oglądające tv (!) słyszały o warszawskim kierowcy. I chyba warto o tym pamiętać w biznesie - czasem lepiej zaryzykować i postawić na spontaniczność, świeżość i oryginalność, niż utarte schematy i ścieżki. 




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz