środa, 6 marca 2013

Cenny minimalizm

Ostatnie wysiłki przyniosły upragniony sukces, małe tornado zobowiązań, które sam sobie zgotowałem okazało się trochę słabe w skutkach ;-) Pomimo przeskoku o poziom wyżej, na wielu płaszczyznach swojego życia nie miałem czasu żeby tak naprawdę się tymi sukcesami nacieszyć.

Kilka tygodni temu jedna ze znajomych poleciała mi modną ostatnio książkę "Sztuka Minimalizmu" Dominique Loreau. Poszedłem, kupiłem, przeczytałem... i oddałem z powrotem. Idea minimalizmu jest
świetna i bardzo dobrze wpisuje się w obecne czasu, choć książka pozostaje mierna

(Czemu? Brak spójności, zaczynając od okładki, rozumiem, że autor/ka często ma niewielki wpływ na oprawę graficzną i wizualną, więc można to jeszcze jakoś tłumaczyć, powtarzające się teksty na sąsiednich stronach, rozkazujący tryb skierowany do kobiet [czułem się co najmniej tak jak faceci, którzy w tajemnicy podkradający kolorową prasę swoim kobietom;], zakładający, że głosi prawdę jedyną prawdziwą... i co najgorsze - rozminięcie się z samą ideą minimalizmu, bo z książki wynika, że aby w pełni być minimalistą trzeba mieć same luksusowe rzeczy najwyższej jakości).

Wg. mnie minimalizm polega na określeniu hierarchii elementów, a następnie wyzbyciu się tych zbędnych, a pozostawieniu jedynie wartościowych. Jeżeli masz każdego dnia tracić nerwy na uwagę aby nie zniszczyć swojego super cennego swetra z kaszmiru z afgańskiej kozy za dwie wypłaty to raczej nie o to chodzi...
  

“Once you decide on your occupation… you must immerse yourself in your work. You have to fall in love with your work. Never complain about your job. You must dedicate your life to mastering your skill. That’s the secret of success… and is the key to being regarded honorably.”

Dlaczego o tym piszę? Minimalizm jest kluczem do dobrego designu. Bycie projektantem to ciężki kawałek chleba, wiedzą o tym ci, którzy zaprojektowali i zrealizowali projekt. Czują ciężar ci, którzy nie tylko go zaprojektowali i zrealizowali, ale również sprzedali. Młodzieńcze złudzenia, że dyplom i wiedza coś znaczą są nieustannie nękane przez uciążliwych zleceniodawców. Projektowanie to nie tylko sztuka, ale i (a może przede wszystkim) rzemiosło. Codziennie powtarzane czynności, te same zadania, rutyna i patenty, które różnią się zawsze tym drobnym detalem, który z projektu na projekt coraz głośniej mówi o umiejętnościach grafika. A potem pyk, pyk, pyk, pękają kolejne bańki mydlane. "Prezesowi się to nie podoba", "Zmieńmy to zmieńmy tamto", "Przecież to tylko chwilka roboty, dla Ciebie to minutka". Który z młodych wykonawców się z tym nie spotkał?


Rozwiązaniem tego problemu jest wysoka jakość rozwiązań, która często jest jednoznaczna z dużą asertywnością (i zaufaniem do własnych wyborów), ale i umiejętnością rezygnacji z niektórych zleceń. Warto dzisiaj być specjalistą, odróżniać krój od czcionki, barwę od koloru i mieć doświadczenie w określonej, wąskiej dziedzinie, kropka.




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz